Diego Tasca. Trakcja rdzenia. Syndrom Arnolda Chiari I. Skolioza. dyskopatie.

 

Data operacji maj 2009

Nazywam się Diego Tasca i jestem pacjentem cierpiącym na rzadką chorobę zwaną Syndromem Arnolda Chiari. Wszystko to odkryłem w 2003 roku kiedy miałem zatrzymanie akcji serca. Zawieziono mnie do szpitala Piove di Sacco i po reanimacji zdiagnozowano tę nieznaną i rzadką chorobę.

Po tym jak dostałem wypis ze szypitala Piove di Sacco zaniosłem wszystkie badania do neurochirurga w Padwie wierząc że rozwiąże moj przecież tak niedokońca nieznany problem.

Umowiłem się z szefem neurochirurgii Dr. R. S. tak jak mi doradził moj lekarz pierwszego kontaktu. Byla ze mną moja mama ktora cały czas mi towarzyszyła w tej drodze krzyżowej. Doktor zaczą rozmowę bardzo spokojnie patrząc na wyniki badań z Piove di Sacco i przestałem się tak bardzo bać że to coś naprawdę poważnego. Doktor wyjaśnił mi że to nic groźnego i że można to wszystko porownać do  usunięcia wyrostka, wystarczy małe nacięcie u podstawy czaszki zabieg ambulatoryjny jednodniowy pobyt w szpitalu i wpis do domu przysięgam że to właśnie mi powedział mam to wyryte w sercu. Wyrysował mi wszystko i wytłumaczył na czym polega moja choroba i operacja. Powiedział że nawet nie będzie musiał ogolić mi głowy jakby to bylo moje największe zmartwienie. Tak czy innaczej dał mi nadzieję i powiedział że jak tylko będzie wolne miejsce zostanę zoperowany. Zapłaciłem 190 euro ponieważ poszedłem do prywatnego gabinetu Dr. S w Padwie czego nie pokrywa żadne ubezpieczenie.

Wrociłem do normalnego życia na połtora miesiąca kiedy zadzwoniła moja mama mowiąc że jest miejsce w szpitalu na moją operację.

Wrociłem do domu spakowałem to co najpotrzebniejsze na jedną noc i pojechałem do szpitala w Padwie na oddział neurochirurgii.
Zarejestrowano mnie w szpitalu dnia 16/07/2003 z numerem historii xxxxx przydzielono łożko i kazana czekać na operację. Następnego dnia zrobiono mi wszystkie badania i podpisałem zgodę na zabieg. Po 8 dniach 24/07/2003 poddano mnie odbarczeniu, laminektomii C1 i plastyce miejsca operowanego. Łatwo to wszystko opisać ale zapewniam że w praktyce to jakiś koszmar.

Po zabiegu jak go opisał Dr. S obudzilem się na OIOMie i jedynie mogłem poruszać oczami, nie miała to być prosta operacja?

Nie wiem co dokładnie mi zrobiono ani ile czasu trwała operacja ale po obudzeniu nie byłem w stanie odrożnić kształtow, wszystko było zamazane. Nie wiem ile dni spędziłem na OIOMie ale wystarczająco żeby nie wierzyć doktorowi S.

To okropne patrzeć na sufit cały dzień z wielkim strachem. Nie wiedziałem ani jaki był dzień ani co się ze mną działo cały czas zadawałem sobie te pytania.

Po pobycie na OIOMie zawieziono mnie na piętro i tam zacząłem powoli odkrywać prawdę przysięgam że pobyt w szpitalu był długi i bolesny.

Cały czas miałem gorączkę i silny bol a rana nie była tak mała jak obecywali i do tej pory jest widoczna. Miałem powbijane igły i byłem podłączony do aparatury kontrolującej moj stan. Nie wiem i nigdy się nie doweim co tak naprawę zrobiono mi podczas tej operacji. Wiem że mam płytkę w głowie myślę że plastikową reszty nie rozumiem a historia kliniczna nic nie wyjaśnia. Jednie pamiętam bol i żal że poddałem się operacji. Przysięgam że byłem dzielny tylko dlatego że widziałem na około osoby w dużo gorszym stanie niż ja.

Jednak myliłem się bo jeszcze nie wiedziałem jak bardzo moj stan był ciężki. Po 13 dniach w szpitalu 29/07/2003 wypisano mnie do domu bardzo obolałego, nie byłem już tą samą osobą.

Rekonwalescencja w domu trwała bardzo długo ale myślałem że po operacji to normalne. Gorączka nie spadała i wydawało mi się że eksploduje mi głowa każde kichnięcie było jak eksplozja i tylko się modliłem żeby nie kichać ani nie wymiotować.

Natychmiast wrociłem do szpitala gdzie nie rozumiano dlaczego gorączka nie spadała myślano że to odrzucenie albo alergia na materiał z ktorego zrobiona była płytka. Znowu chciano mi otworzyć głowę. Ja byłem tak wycięczony że było mi już wszystko jedno.

W końcu lekarz postanowił podać mi leki i zadziałały. Kiedy mi je wstrzykiwał aparatem podłączonym do mojej szyji bardzo mnie bolało i czułem się zupełnie bezsilny. Powoli zaczynałem czuć się lepiej wrociłem do normalnego życia jednak z bolem.

W kolejnych miesiącach zrobiłem rezonanse etc. wszystko wydawało się być w normie po 3 latach wrociłem do formy mentalnej i fizycznej. Wydawało się że opercja podziaiłała ale tak naprawdę w żadnym badaniu nie postawiono żadnej diagnozy stwierdzono że moj problem byl psychiiatryczny i że myśląc tyle o chorobie uwierzylem że ją mam.

Zrobili ze mnie wariata ale to oni nie wiedzieli co mi tak naprawdę było.

Zastosowałem się do rady przyjaciela i udałem się do kliniki psychiatrycznej wyspecjalizowanej w depresjach. Dwa razy chciałem odebrać sobie życie byłem ciężarem dla mojej rodziny.

Dr. M przeprowadziła ze mną rozmowę i zdecydowała że powinienem zostać w szpitalu.

Od pierwszego dnia pobytu czułem się jak w więzieniu leki nic mi nie pomagały i czułem się coraz gorzej nawet zacząłem palić trzy paczki dziennie.
Lekarka dała mi pauty i wrociłem do domu. Nie czułem się dobrze bol narastał jednak musiałem wrocić do pracy. Leki ktore mi dawali zupełnie zmieniały moj charakter nie chciało mi się żyć.

Kontynuowałem wizyty u psychiatry i robiłem badania do 2008 roku. Moje ciało zaczęło być coraz słabsze z 85 kg schudłem do 65kg 20 kilo. Moja depresja od wszystkich mnie odsunęła zacząłem cierpieć na brak czucia lewa część ciała była w połowie sparaliżowana.
Zacząłem sie niepokoić ale lekarze mowili że to problem psychiczny. Miałem dosyć tego wszystkiego i zacząłem szukać odpowiedzi w Internecie.

W końcu odkyłem prawdę moja choroba była żadką patologią dlatego lekarze nie wiedzieli co robić. Znalazłem instytut w Barcelonie gdzie zajmowano się tego rodzaju patologiami. Instytut Chiari & Siringomielia & Escoliosis. Postanowiłem skontaktować się z nimi meilowo i tak rozpoczęła się moja walka o życie.

Poproszono mnie o wysłanie wynikow badań aby lekarze mogli postawić diagnozę i zdecydować czy w moim przypadku było wskazane przyjechać na wizytę do Dr. Royo i poddać się operacji sekcji filum terminale. W padwie oczywiście nikt nie miał pojęcia o tej metodzie. Tak czy innaczej byłem zdeterminowany i postanowiłem sprobować.

Pojechałem do Hiszpanii na wizytę z Dr. Royo. Po zleceniu badań w klinice CIMA i badaniu neurologicznym okazało się że cierpię na Arnolda Chiari I paraliż lewej części ciała siringomielię lordozę szyjną i skoliozę krzyżową. Doktor powiedział że napięte filum spowodowało u mnie 6 dyskopatii 2 szyjne 2 krzyżowe i 2 lędzwiowe. Powiedział też że operacja nie rozwąże wszystkich moich problemow. Choroba była już wysoko zaawansowana ale postanowiłem poddać się operacji bo i tak nie miałem już nic do stracenia.

Operacja trwała 30 min. a nie 3 godziny i kiedy się obudziłem wstałem z łożka zadowolony.

Po kontroli wrociłem do domu. Dalej czułem bol ale miałem więcj siły. Znalazłem prawdomownych lekarzy i dzięki Dr. Royo znowu czułem że żyję.

Wyjaśniłem doktorowi że miałem problemy z chodzeniem ale okazało się że nie było to spowodowne chorobą samą w sobie tylko konsekwencją napiecia filum terminale ktore spowodowało dyskopatie . Zrobił mi infiltrację i RX aby potwierdzić sens poddania mnie sekcji chorych nerwow.

Bardzo dziękuję Dr. Royo i jego ekipie za to że przywrocili mi nadzieję i chęć aby zacząć od nowa.

TASCA DIEGO.
E-mail: [email protected]

Maria Cristina Zucchetti. Syndrom trakcji rdzenia. Syndrom Arnolda Chiari I wcześniej zoperowany. Skolioza. Jamistość rdzenia.

Maria Maddalena Crabolu. Syndrom trakcji rdzenia. Obniżenie migdałków móżdżku (DAC). Idiopatyczna jamistość rdzenia.

Sabine Bergmann. Skolioza idiopatyczna. Idiopatyczna jamistość rdzenia. Odchylenie kręgu obrotowego. Wgłobienie obrotnika do jamy czaszki. Mielopatia.

Skontaktuj się z nami